90-244 Łódź, ul. Jaracza 95/97 tel. +48 42 678 04 73, fax: +48 42 679-06-46

Tag: Świadectwo

Stałem się innym człowiekiem – to dzięki Bogu! – świadectwo z kursu Alfa

Chciałbym swoimi słowami podzielić się z Wami odczuciami na temat tego co dał mi kurs Alfa.Zacznę od tego, że jestem innym człowiekiem, do tego stopnia, że sam siebie nie poznaję, a widzą to także moi najbliżsi.Na kursie Alfa,… Read More

Kurs Alfa zmienił moje życie diametralnie

Zawsze kochałam Boga ale od chwili, gdy zaczęłam uczestniczyć w kursie Alfa moje myślenie, moja miłość i moja wiara  zmieniła się diametralnie. Pan Jezus jest moim drogowskazem i przewodnikiem, nie martwię się praktycznie o nic bo swoje życie,… Read More

ŚWIADECTWA KATECHUMENÓW

Mieliśmy okazję do wysłuchania wielu, wielu świadectw. Były to niesamowite historie z życia ludzi z różnych środowisk, ale z jednym najważniejszy wspólnym czynnikiem. Życie każdego z nich zostało przemienione poprzez łaskę naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Historie dziś usłyszane sprawiły, że radowały się także nasze serca, ponieważ nie ma większej radości gdy grzesznik odstępuje od swojego grzesznego życia i nawraca się do Jezusa.

Inaczej niż w Kamerunie

Od 5 do 9 lipca byłem na misji ewangelizacyjnej w Gubinie. Razem z braćmi – Kamilem Serafinem i Adamem Kowalczykiem służyliśmy Panu w gronie fantastycznych braci i sióstr. Misja ta była moją pierwszą w życiu. Muszę się przyznać… Read More

Bóg wyposaża

To był mój pierwszy wyjazd na misję Generacji-T. Nie wiedziałem czego się spodziewać, jak to przedsięwzięcie będzie funkcjonować. Na ewangelizację patrzyłem przez pryzmat ewangelizacji w Koluszkach, na której miałem szczęście być. Wyobrażałem sobie, że w Gubinie będziemy stać… Read More

O tym, jak Bóg wysłuchał

W dziale świadectw pojawiło się nowe świadectwo Piotra i Agnieszki o tym, jak Bóg uratował ich dziecko – polecamy.   Usłyszeliśmy z Piotrem, że będzie trzeba przerwać ciążę, gdyż jej kontynuowanie zagraża zgonem wewnątrzmacicznym, ale nikt nie daje… Read More

Pan wysłuchał

Dzisiaj nasz synek – Szymon Jan kończy 3 miesiące! Jest to dla nas tym bardziej niezwykłe i cenne, że Szymka mogło z nami w ogóle nie być.
Chcemy podzielić  się z Wami historią narodzin naszego synka Szymka przede wszystkim w jednym celu – aby zaświadczyć o mocy i nieskończonej miłości Jezusa Chrystusa, który nas przeprowadził przez najtrudniejsze jak dotąd doświadczenie naszego życia.
Zaczęło się wszystko w listopadzie 2008, kiedy dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży. Bardzo, bardzo się z Piotrem ucieszyliśmy. Były co prawda małe komplikacje – w macicy umiejscowił się torbiel, ale z tygodnia na tydzień niknął i lekarz zalecał mi odpoczywać, a nie panikować, bo nie zagrażał on ciąży. Tym, że spodziewamy się dziecka podzieliłam się z moją przyjaciółką Moniką. Poprosiłam, by pamiętała o nas w modlitwie i jakie było moje zdumienie (i… złość), gdy kilka dni później zadzwoniła do mnie i powiedziała: „wiesz, kiedy modliłam się o ciebie Bóg powiedział do mnie: ta ciąża będzie trudna, ale dziecko będzie zdrowe”. Byłam zła na Monikę, że mówi mi takie rzeczy, że mąci mój spokój, którego potrzebowałam jak każda przyszła mama. Postanowiłam o tym nie myśleć, zwłaszcza, że wspomniane przez Monikę trudności upatrywałam w istnieniu torbiela, który się przecież zmniejszał.

Szarpiąc się ze sobą usiadłam do internetu

Chwała Panu Bogu! Mam na imię Bogusia. Do Kościoła Zielonoświątkowego  przychodzę od kwietnia 2008 roku. Moje dorosłe życie było zniewolone grzechem. Nie potrafiłam sobie z nim poradzić. Nic mi się nie układało. Życie rodzinne, zawodowe, osobiste było poszarpane. Nie przynoszące mi zadowolenia i satysfakcji. Modliłam się do Boga, ale nie czułam Jego obecności. Odsunęłam się od Kościoła Katolickiego. Przez cztery lata modliłam się w skrytości, aby pokazał mi drogę do Siebie. Szarpiąc się sama ze sobą, ze swoimi emocjami postanowiłam szukać pomocy. Po kolejnej rozpaczliwej modlitwie usiadłam do Internetu i znalazłam Ośrodek Chrześcijański pomagający rodzinie przy ulicy Gdańskiej 29. Tam dowiedziałam się o Kościele Zielonoświątkowym, o zbawieniu przez Jezusa Chrystusa. Zaczęłam uczęszczać na nabożeństwa.

Nasze małżeństwo było na skraju przepaści

Mam na imię Edward. Nigdy jeszcze nie występowałem przed takim zgromadzeniem, no chyba że kiedyś na zebraniach partyjnych, gdzie się mówiło o wszystkim i o niczym – ale tu jest zupełnie inaczej. Pochodzę z rodziny katolickiej, bardzo związanej dogmatami, bo moi rodzice byli bardzo wierzący. Jako chłopcy, było nas sześcioro dzieci, w tym czterech chłopców, też chodziliśmy co niedzielę do kościoła, ale chyba tylko po to, żeby na dziewczyny popatrzeć czy się powygłupiać. No i tak to moje życie przebiegało. Później Pan Bóg pokierował moje kroki, poznaliśmy się z żoną i jestem wdzięczny za to. Od tej chwili jestem już też innym człowiekiem. No ale to tak 20 lat jeszcze trwało. Żony siostra nawróciła się w Niemczech. Każde nasze rozmowy kończyły się kłótnią. Ja to wręcz wyśmiewałem się z niej. W moim małym umyśle nie chciało się pomieścić dlaczego jej modlitwy są inne od moich? Ja uważałem, że jestem porządnym człowiekiem, przychodziłem też tutaj nawet można powiedzieć dosyć często, i na Szarą jeszcze i tutaj na Jaracza. Tylko że byłem nieobecny, nic nie rozumiałem.

Siostra wyjechała do Niemiec, tam poznała Jezusa i bardzo chciała byśmy z mężem poznali Pana

Chwała Bogu, mam na imię Ania. Z kościołem zielonoświątkowym zetknęłam się ponad 20 lat temu, kiedy moja siostra wyjechała do Niemiec i tam poznała Pana Jezusa, nawróciła się do Boga. I bardzo chciała, żebyśmy my z mężem, z moją rodziną również poznali Pana. Kiedy opowiadała mi o swoim nowonarodzeniu nie rozumiałam o czym w ogóle mówi. Przecież wychowywałyśmy się w jednym domu, chodziłyśmy do kościoła, modliłyśmy się. Byłam dobrym człowiekiem przecież, prawda? Nic nikomu złego nie zrobiłam. Ale kiedy jeździliśmy tam do niej prawie co roku i chodziliśmy do kościoła zielonoświątkowego w jej miejscowości, do potężnego zboru, zauważyłam różnicę. Zauważyłam jak mała jest moja wiara, jak moja modlitwa jest sucha, odklepana wręcz. A ciężar moich grzechów po prostu mnie przygniótł. Wtedy to zauważyłam, jak jestem pyszna, jaka malutka.