90-244 Łódź, ul. Jaracza 95/97 tel. +48 42 678 04 73, fax: +48 42 679-06-46

Pan wysłuchał

Mijały dni, tygodnie. Ciąża przebiegała prawidłowo, dziecko rozwijało się dobrze. 27 kwietnia, w 27 tygodniu ciąży (6 miesiąc) zapisałam się na bardzo dokładne usg, na którym można ocenić szczegółowo stan dziecka. Podczas badania najpierw zobaczyłam zaniepokojoną twarz lekarza. Potem usłyszałam: „nie jest dobrze, dziecko jest za małe, ma zwłaszcza za mały brzuszek, jego wymiary wskazują na 23/24 tydzień ciąży, waży zaledwie 650 gram”. Potem było jeszcze gorzej: „pani łożysko jest w bardzo złym stanie, ma III stopień dojrzałości, wygląda na 33 tydzień ciąży; poza tym ma pani nieprawidłowe przepływy, brak fal D w pępowinie i dlatego płód się nie rozwija. Musi się pani jak najszybciej skontaktować ze swoim lekarzem prowadzącym, bo najprawdopodobniej trzeba będzie szybciej niż planowano rozwiązać tę ciążę”.
Dwa dni później byłam w szpitalu, gdzie zrobiono mi ponownie usg, które potwierdziło pierwszą diagnozę. Usłyszeliśmy z Piotrem, że będzie trzeba przerwać ciążę, gdyż jej kontynuowanie zagraża zgonem wewnątrzmacicznym, ale nikt nie daje nam gwarancji, że nasz syn urodzi się żywy, że przeżyje kolejne dni, ani tym bardziej, że będzie zdrowy. Powiedziano nam, że nawet jeśli Szymek przeżyje to jakość jego życia będzie bardzo zła (może nie widzieć, nie słyszeć, mieć porażenie mózgowe itd.). Oczywiście nie spodziewaliśmy się takich wiadomości. Cały czas w sercu mieliśmy jednak jedną myśl: „wiemy, komu zaufaliśmy”. Wiedzieliśmy, że jestem razem z Szymkiem w najlepszych, bo boskich rękach, że On ma nad całą sytuacją kontrolę, że nawet włos z głowy nam nie spadnie, jeśli Bóg na to nie pozwoli. Ogromnym wsparciem była dla nas modlitwa całego naszego zboru i wizyta pastora w szpitalu dzień przed operacją.
I tak 4 maja przyszedł  na świat nasz syn – Szymon Jan. Imiona nieprzypadkowe –  Szymon oznacza w języku hebrajskim PAN WYSŁUCHAŁ, a Jan PAN JEST ŁASKAW. Szymek ważył tylko 650 gram, miał 32 cm wzrostu. Ponieważ nie miał rozwiniętych płuc, w drugiej dobie życia został zaintubowany i przez 10 dni oddychał przez respirator. Pierwszego dnia po porodzie lekarz prowadzący Szymka powiedział: „pani syn ma mniej niż 50% szans na przeżycie” – wśród dzieci z masą urodzeniową poniżej 1000 gram tylko 3 na 10 przeżywa. Pomyśleliśmy, że lekarze mają swoje statystyki, a Dobry Bóg ma swoje plany i zamierzenia.
I tak było z każdym schorzeniem, które zagrażało Szymkowi (poniższe dane uwzględniają  statystyki dla dzieci urodzonych w 28 tygodniu ciąży, o masie mniejszej niż 1 kg).
– 4 – 5 dzieci na 10 ma otwarty przewód tętniczy (przewód Bottala) – jest to naczynie krwionośne funkcjonujące w pobliżu serca w życiu płodowym, które powinno się zamknąć w ciągu kilku dni po narodzinach; otwarte powoduje, że zbyt dużo krwi przepływa przez płuca, zwiększając ryzyko przewlekłej choroby płuc oraz obciąża serce – u Szymka ten przewód był zamknięty.
– u 5 – 6 dzieci na 10 występują wylewy dokomorowe w mózgu, których konsekwencją mogą być problemy neurologiczne, uszkodzenia wzroku, słuchu, porażenie mózgowe – Szymek nie miał żadnych wylewów.
– 7-8 dzieci na 10 boryka się z retinopatią wcześniaczą, czyli nieprawidłowym rozwojem naczyń krwionośnych w siatkówce oka – u Szymka nie stwierdzono cech retinopatii.
– 1 dziecko na 10 ma martwiczne zapalenie jelit – schorzenie przewodu pokarmowego – z Szymka jelitami wszystko jest w porządku.
Dodam jeszcze, że Szymek słyszy J ma odruchy ciała adekwatne do swojego wieku skorygowanego J i jest pogodnym, małym człowiekiem. Jedyną „pamiątką” po wcześniejszych narodzinach jest póki co: przepuklina pachwinowa (nie jest to nic poważnego, do zoperowania chirurgicznie, jak Szymek nabierze jeszcze więcej masy) oraz uszkodzona przegroda nosowa od rurek, które pomagały mu oddychać (do operacji plastycznej lub pozostawienie dla większego uroku osobistego:). W szpitalu Szymek spędził 82 dni. Dla nas były to z jednej strony dni trudne i wyczerpujące, z drugiej zaś doświadczaliśmy niesamowitego „nieziemskiego” posilenia od Boga. To On posyłał do nas cudownych ludzi, którzy wspierali nas swoimi modlitwami, listami, obecnością i chęcią pomocy. Dostawaliśmy słowa otuchy od ludzi, których w ogóle nigdy nie widzieliśmy na oczy. Niech Wam wszystkim Bóg błogosławi! Każdego dnia! Bóg postawił na naszej drodze doświadczonych, mądrych lekarzy. A przede wszystkim dawał nam odczuć swoją nieskończoną troskę i miłość. W Jego obecności wiedzieliśmy, że nic nie może nam się stać, że razem z Nim możemy przejść przez wszystko. Dzięki Jezusowi mogliśmy w tym trudnym okresie śmiać się, ufać i ze spokojem patrzeć w przyszłość. Śmiem twierdzić, że bez Niego nie bylibyśmy w stanie normalnie funkcjonować.
Kiedyś usłyszeliśmy kazanie, w którym słowem przewodnim było: „nie jest ważne, czy przewidziałeś deszcz; ważne czy zbudowałeś arkę”. My nie przewidzieliśmy deszczu, który na nas spadł. Ale mieliśmy arkę. Naszą arką jest Jezus Chrystus. Bez Niego byśmy zatonęli.

One Comment on “Pan wysłuchał

  1. Pingback: O tym, jak Bóg wysłuchał – Kościół Zielonoświątkowy w Łodzi

Dodaj komentarz