90-244 Łódź, ul. Jaracza 95/97 tel. +48 42 678 04 73, fax: +48 42 679-06-46

Wiele jest potrzeb

Widać ochotne serca?

Tak. Jestem wdzięczny Bogu, że coraz częściej to widać. Ludzie w odruchu szczerości, wdzięczności ofiarują środki Bogu na chwałę… Bo On jest godzien wszelkiej chwały!
Rozumiemy już, że dajemy Bogu na chwałę, ale pieniądze wydawane są w końcu na konkretny cel. Czy możemy krótko powiedzieć jakie projekty wspieramy jako zbór?
Środki przeznaczane są nie tylko na utrzymanie zboru, kaplicy przy ul. Jaracza, budynku, kosztów związanych z mediami. W dużej mierze wykorzystywane są na utrzymanie naszych służb duchowych w zborze. Chcemy wspomagać osoby, które zaangażowane są czynnie w służbę i ponoszą z tego tytułu koszty. Staramy się, by  te koszty były pokryte. Chcielibyśmy by tych środków było więcej. Na razie nie są to wielkie sumy.
Udaje się nam gromadzić środki na inne, pozaborowe inicjatywy. Wspieramy na przykład Warszawskie Seminarium Teologiczne…
Wysyłamy też comiesięczną ofiarę na cele ogólnokościelne i wspomagamy braci, którzy służą na forum ogólnokościelnym, jeżdżą po całej Polsce, odwiedzają zbory. Te pieniądze, które otrzymują, wystarczają na pokrycie kosztów  przejazdów. Oprócz tej comiesięcznej ofiary zbieramy kilka razy w roku ofiary misyjne – przeznaczone na misje. Również na służbę WST. Tu przeznaczamy stałą comiesięczną ofiarę, a oprócz tego wysyłamy większą – jednorazową, dwukrotnie w ciągu roku. Mamy świadomość jak ważne jest kształcenie kadry Kościoła. Tym bardziej, że widzimy iż brakuje pracowników. Dlatego  pomagamy braciom, którzy służą w innych miastach, mniejszych i nie mają na życie.

Zauważyliśmy, że ludzie tym chętniej dają pieniądze, gdy widzą konkretny cel. Ostatnio młodzież przygotowuje się do konferencji i zbiera środki w niekonwencjonalny sposób. Zbierają pieniądze sprzedając ciastka. Najdroższe poszło za 100 zł!

Nie mogłem w to początkowo uwierzyć! Cieszę się, że tak się dzieje! Z drugiej strony rośnie nam konkurencja… Jednak cieszymy się bardzo. Zależy nam na służbie młodzieżowej. Zwracamy im koszty funkcjonowania. Jeśli wpływają ofiary na konto zboru dzielimy je na różne, poszczególne służby. Chcemy by zbór się przez swoje służby rozwijał. Chcemy tych służb mieć całą paletę, całą gamę i nie jesteśmy skoncentrowani na jednej z nich. Wiele jest potrzeb! Oczywiście taką najważniejszą sprawą był remont budynku, który już w dużej mierze wykonaliśmy. Teraz czeka nas wymiana pieca centralnego ogrzewania. Chcemy po 16 latach wymienić piec na nowy – kupić  najbardziej nowoczesny, który nie jest tani, ale pozwala na oszczędności zużycia gazu. Planujemy zmienić  pozostałe nie wymienione rury c.o., np.  w sali nabożeństw,  ponieważ nie spełniają dzisiejszych standardów.

Następny cel?

Następnym celem długofalowym, który jako starsi łącznie z pastorem widzimy, jest potrzeba sali nabożeństw, takiej z prawdziwego zdarzenia, dużo większej niż obecnie posiadamy, obliczonej na 400-500 osób.
Staje się to dla nas powoli wyzwaniem, bo widzimy, że kaplica się wypełnia na nabożeństwach niedzielnych… Dochodzą nas głosy, że z tyłu nie można już znaleźć ani jednego wolnego miejsca.

Przypominamy, że są jeszcze wolne miejsca z przodu…

Dwa rzędy są wolne i można z nich skorzystać. Ale rzeczywiście robi się ciasno. Tym bardziej, że – jak wspominaliśmy na którymś z nabożeństw – rośnie nam drugi kościół  – „kościół podziemny” –  i już wkrótce włączy się w życie kościoła na górze…

Myślimy tu o kościele dzieci. Jest już ich całkiem pokaźna liczba.

Tak, blisko 80, a zważywszy na różne zapowiedzi, lada moment będzie setka! Za parę lat wejdą w dorosłość… Tak, brak sali, to poważne wyzwanie. Myślę, że jednak powinniśmy rozpocząć od modlitwy w tej sprawie, by Bóg dał najlepsze rozwiązania. By przygotować tę sprawę a nie tylko podejść do niej technokratycznie.

Z jednej strony, owszem, cieszymy się, że ludzie są na nabożeństwach, chcą w nich uczestniczyć, mobilizują się w niedzielę i tak licznie przychodzą do zboru. Jednak idealną rzeczą byłoby mieć wolne miejsca. Musimy patrzeć w przód, chcemy  być przygotowani na przyjęcie nowych osób. W grę wchodzi budowa?

Albo znalezienie obiektu, który by miał taką dużą salę, gdzie na przykład moglibyśmy jedynie przeprowadzić remont, a nie tworzyć ją od podstaw. Musimy prosić Pana by otwierał różne drzwi. Żyjemy w czasach, w których pojawiają się różne możliwości. Jest czas koniunktury, później dekoniunktura, różnie to bywa… Trzeba się modlić.

A jak wygląda działalność MNN na Gdańskiej, czy zbór ją wspiera?

Pokrywamy z kasy zboru koszty części pracowników służby, zwroty kosztów, zakupy materiałów chemicznych, jednorazowego użytku itp.

Ostatnio, gdy przyjechała grupa Norwegów, jedna z sióstr złożyła świadectwo, że jeszcze nie dawno stała po drugiej stronie, wyciągając rękę po chleb. Dziś jest wierząca, jej życie się zmieniło, sama może pomagać innym, ma gdzie mieszkać, jej mąż znalazł pracę.

To jest bardzo piękne, jak Bóg zmienia życie ludzi, gdy pozwolą mu na to, jeśli się nawrócą, będą mu wierni, Bóg chce porządkować ich życie… Można powiedzieć, że stoimy przed utworzeniem punktu misyjnego przy ul. Gdańskiej. Stoimy przed kolejnym wyzwaniem. Czasem zbudowanie wielkiego obiektu kościelnego wymaga ciężkiej pracy. My musimy myśleć dwutorowo o rozwoju kościoła, także przez tworzenie kolejnych punktów misyjnych, które będą działać w naszym mieście. Potrzebujemy pracowników i modlitwy, by Bóg ich powoływał.

Mamy taką oto sytuację, że ci, którzy dawniej byli obdarowywani mogą dziś dawać coś z siebie. Jest taka prawidłowość w życiu chrześcijańskim, że ci, którzy coś wzięli od Pana, mogą teraz darmo się tym dzielić. I nigdy nie wolno nam zapomnieć skąd to otrzymaliśmy.

Nawróceni ludzie mogą być zaczątkiem pracy ewangelizacyjnej w Misji na Gdańskiej. Mogą być świadectwem dla ludzi, którzy ciągle stoją w bramach i czekają na Ewangelię.

Słyszeliśmy, że ostatnio nawet dzieci uczą się ofiarności?

Serce się raduje a łza kręci w oku, gdy słyszę, ze nasze małe dzieci są lepsze od nas, dorosłych. Chcą brać udział w kolekcie, pilnują tego, by na górze wrzucić swoją złotówkę do worka…

No i młodzież…

Słyszałem o niesamowitym poruszeniu wśród młodzieży. Zbierają dziesięcinę. Nie wiem, skąd się tego nauczyli? Czytają Pismo Święte.

Źródło: Informator Zborowy KZ w Łodzi Nr 11-12/2008

Dodaj komentarz